A rok temu…
(…) kurczę, mam pomysła na wspólny projekt zrobiony na WOŚP, tak w naszym gronie krakowskim (które obejmuje calutką Polskę, gdyby ktoś miał ochotę się przyłączyć ;)). Taki żeby każdy troszkę dziubnął, a z tych dziubnięć powstałoby może coś fajowego i z duszą (…) Co Wy na to? Miałybyście chęć? Ktoś łapkę do góry? Bo przydałoby się z 5 osób chociaż, żeby to miało ręce i nogi, chociaż im więcej tym lepiej, wiadomo…
– Kamyki [Hania – Karmazynowy Kamyk – przyp. własny ;)] się zgłoszą, ale nie wiedzą co miałyby zrobić
– Mari, ja również byłabym chętna 🙂
– Marisellu, maila [ze szczegółami] możesz podesłać, ale nie wiem, czy jestem w stanie sprostać twojej wyobraźni 😀
– Ja też proszę o maila, to zobaczę co da się zrobić 🙂
– To ja też chcę się dołączyć 🙂
– Jeśli dałoby radę na odległość się przyłączyć(…) , to jestem bardzo za.
– A Warszawa może dołączyć? 🙂
– a Białystok..? troszkę daleko ale może jednak…
Każda z nich wykonała przypominający serce charms, czyli drobną przywieszkę do bransoletki, które następnie miały być wysłane do mnie i połączone w jedną całość na bazie uplecionych przeze mnie bransoletek 🙂
Listonosz do tej pory nie wyszedł z szoku po tym, jak w ciągu kilku dni dostarczył do mnie kilkadziesiąt przesyłek z wykonanymi przez dziewczyny cudami!
Wiedzcie bowiem, że na małej podkrakowskiej marisellowej wsi nie jest normą, że listonosz dzień w dzień przynosi komuś kilka poleconych, w których zazwyczaj docierają do mnie materiały do pracy. Listonosz, mój najulubieńszy Pan Henio, szybko wprawdzie przywykł i dwa-trzy polecone parę dni pod rząd nie były go w stanie zdziwić. Gdy natomiast pewnego styczniowego poranka wpadł do mnie ledwie utrzymując w ramionach spięte gumką recepturką kilkadziesiąt kopert bąbelkowych i pudełek, stwierdził z uśmiechem prawie niewidocznie przemykającym przez marsowe, niby zagniewane oblicze: Pani Edytko, no teraz to już Pani chyba troszkę przesadziła…

Marisella.















Marisselu kochana ja postuluję o jakiś dobty napitek dla Pana listonosza , zaprzęg i renifery. Bo w tym roku to juz nie będzie kilka paczek spiętych gumką recepturką tylko kilka worków:P
Przyłączam się do postulatu 😀 A do tego herbatkę z prundem i gorący placek 😉 A że o renifery w naszym klimacie może być trochę ciężko, to widziałabym tu zamiennie zaprzęg z Husky i Syberianów 😀
Haha, zrobię co w mojej mocy 🙂 Podarki dla Pan Henia możecie dorzucać do paczek ;))))
Biedny listonosz…
A ja myślę, że Pan Henio cieszy się z częstych wizyt w tych dniach mimo ciężkiej torby, no bo przecież ile energii do dalszej pracy daje Panu listonoszowi codzienny uśmiech Mariselli 😉
Pan Henio to mnie często i dwa razy dziennie widzi – raz, gdy przywozi paczki do mnie, a drugi raz, gdy to ja swoje przywożę na pocztę :)))
Choć nie wiem nadal, czy aby na pewno łączy tę poranną rozczochraną Marisellę w bluzce od piżamy i bamboszach-mamutach z nie tyle uczesaną, co przynajmniej kompletnie ubraną Marisellą pedałującą pod górkę do urzędu 😉
Świetna akcja, pan Henio równy gość 🙂