A rok temu…

(…) kurczę, mam pomysła na wspólny projekt zrobiony na WOŚP, tak w naszym gronie krakowskim (które obejmuje calutką Polskę, gdyby ktoś miał ochotę się przyłączyć ;)). Taki żeby każdy troszkę dziubnął, a z tych dziubnięć powstałoby może coś fajowego i z duszą (…) Co Wy na to? Miałybyście chęć? Ktoś łapkę do góry? Bo przydałoby się z 5 osób chociaż, żeby to miało ręce i nogi, chociaż im więcej tym lepiej, wiadomo…

Tak rok temu, kapeńkę nieskładnie i zupełnie na marginesie ploteczek o innych sprawach, rzuciłam na jednym biżuteryjnym forum hasło o tym, że można by dla dzieciaków na Orkiestrę coś razem, wspólnie, cuzamen do kupy 🙂 Łezka mi się teraz w oku kręci gdy widzę swoje obawy o to, czy choć pięć chętnych do uczestnictwa się znajdzie, bo nie minął dzień, a zewsząd rozległy się głosy:

– Kamyki [Hania – Karmazynowy Kamyk – przyp. własny ;)] się zgłoszą, ale nie wiedzą co miałyby zrobić
– Mari, ja również byłabym chętna 🙂
– Marisellu, maila [ze szczegółami] możesz podesłać, ale nie wiem, czy jestem w stanie sprostać twojej wyobraźni 😀
– Ja też proszę o maila, to zobaczę co da się zrobić 🙂
– To ja też chcę się dołączyć 🙂
– Jeśli dałoby radę na odległość się przyłączyć(…) , to jestem bardzo za.
– A Warszawa może dołączyć? 🙂
– a Białystok..? troszkę daleko ale może jednak…

Skromna w zamyśle akcja objęła caluteńką Polskę – zgłosiło się do niej kilkadziesiąt dziewczyn nie tylko z Krakowa i okolic, ale też spod Warszawy i spod Łodzi, ze Szczecina, z Dąbrowy Górniczej, Zawiercia i Świętochłowic, z Poznania, z Wrocławia, z Białegostoku, z Gdańska, z…. Zewsząd!

Każda z nich wykonała przypominający serce charms, czyli drobną przywieszkę do bransoletki, które następnie miały być wysłane do mnie i połączone w jedną całość na bazie uplecionych przeze mnie bransoletek 🙂

Listonosz do tej pory nie wyszedł z szoku po tym, jak w ciągu kilku dni dostarczył do mnie kilkadziesiąt przesyłek z wykonanymi przez dziewczyny cudami!
Wiedzcie bowiem, że na małej podkrakowskiej marisellowej wsi nie jest normą, że listonosz dzień w dzień przynosi komuś kilka poleconych, w których zazwyczaj docierają do mnie materiały do pracy. Listonosz, mój najulubieńszy Pan Henio, szybko wprawdzie przywykł i dwa-trzy polecone parę dni pod rząd nie były go w stanie zdziwić. Gdy natomiast pewnego styczniowego poranka wpadł do mnie ledwie utrzymując w ramionach spięte gumką recepturką kilkadziesiąt kopert bąbelkowych i pudełek, stwierdził z uśmiechem prawie niewidocznie przemykającym przez marsowe, niby zagniewane oblicze: Pani Edytko, no teraz to już Pani chyba troszkę przesadziła… 

😀
Z cudnych charmsów od dziewczyn bransoletki wyszły wspaniałe i jedyne takie na świecie 🙂 Było ich łącznie siedem:
a w każdej z nich biło serce wielu z nas, każda pełna jest pozytywnych emocji i wiary w pomoc, którą niesie Orkiestra 🙂
W tym roku akcję rozpoczynamy wcześniej, organizujemy w sposób bardziej uporządkowany, a weźmie w niej udział jeszcze więcej osób. Już w tej chwili zgłosili się chętni, którzy wykonają łącznie ponad 100 charmsów! Już nie mogę się doczekać, kiedy prace zaczną do mnie spływać i będę mogła na żywo je oglądać i łączyć w całość 🙂
Z pewnością na bieżąco będziemy o wszystkim informować tu, na naszym blogu, więc zaglądajcie do nas od czasu do czasu 🙂

Marisella. 

Share

7 Komentarzy do A rok temu…

  1. Frydzia2009 pisze:

    Marisselu kochana ja postuluję o jakiś dobty napitek dla Pana listonosza , zaprzęg i renifery. Bo w tym roku to juz nie będzie kilka paczek spiętych gumką recepturką tylko kilka worków:P

  2. Przyłączam się do postulatu 😀 A do tego herbatkę z prundem i gorący placek 😉 A że o renifery w naszym klimacie może być trochę ciężko, to widziałabym tu zamiennie zaprzęg z Husky i Syberianów 😀

  3. Marisella pisze:

    Haha, zrobię co w mojej mocy 🙂 Podarki dla Pan Henia możecie dorzucać do paczek ;))))

  4. Naru pisze:

    A ja myślę, że Pan Henio cieszy się z częstych wizyt w tych dniach mimo ciężkiej torby, no bo przecież ile energii do dalszej pracy daje Panu listonoszowi codzienny uśmiech Mariselli 😉

  5. Marisella pisze:

    Pan Henio to mnie często i dwa razy dziennie widzi – raz, gdy przywozi paczki do mnie, a drugi raz, gdy to ja swoje przywożę na pocztę :)))

    Choć nie wiem nadal, czy aby na pewno łączy tę poranną rozczochraną Marisellę w bluzce od piżamy i bamboszach-mamutach z nie tyle uczesaną, co przynajmniej kompletnie ubraną Marisellą pedałującą pod górkę do urzędu 😉

  6. Anonymous pisze:

    Świetna akcja, pan Henio równy gość 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *