Przygód Wędrasia ciąg dalszy

Dawno tak nie czekałam na listonosza. Każdy dzwonek to obłędny łopot serca i zawód, że jeszcze nie. Wreszcie dotarł. Drżące łapki prawie uniemożliwiają mi rozpakowanie paczki. A potem wielkie „ACH”. Z samych dużych liter, bo małe nie oddają zachwytu. I zaraz potem „och”. Tym razem malutkie, bo ledwo zipię z przerażenia… Naszyjnik przeszedł przez tyle zdolnych rąk, że nie wiem, które fragmenty podziwiać bardziej. Jak mam do tego dołożyć coś od siebie i nie zepsuć całości? To mój wędrasiowy pierwszy raz i jestem kompletnie spanikowana. Muszę się skupić, bo inaczej nic z tego nie będzie.

Zacznę od dobrania kamieni. Widziałam zdjęcia naszyjnika, zanim do mnie dojechał i myślałam o kamieniu księżycowym z niebieskim światłem, ale na żywo kamień zupełnie nie pasuje. Odcień błękitu jest za mocny i gryzie się z larimarem. Wyrzucam więc na biurko kamykowe zapasy i przymierzam: za niebieskie, za zielone, za szare, za błyszczące. Wreszcie zatrzymuję się na kamieniu księżycowym, ale srebrno-białym, bez niebieskich refleksów.

Wymyśliłam sobie skrzydełkowe elementy, spinające środek i wisiorki z niebieską perłą.

Teraz skomplikowane studia inżynierskie – nie wiem jaką finalną długość będzie miał naszyjnik i nie wiem jak będzie się układał na dekolcie. Elementy nie mogą zawadzać i blokować sąsiednich, niezależnie od pozycji. Przy pomocy wyciętych z papieru modeli testuję, jak różne kształty skrzydełek współpracują z resztą naszyjnika w różnych pozycjach.
klejnotki2
Kształt wybrany i przetestowany wystarczy go wyciąć ze srebra i prawie gotowe 🙂

Najpierw przymiarka. Hmm… chyba może być.
Można wyciąć drugie. Potem faktura, wygięcie brzegów, oczka do zawieszenia, oprawa kamieni. Trochę zabawy z palnikiem i mam prawie gotowe elementy. Po drodze dochodzę do wniosku, że trzy oczka to za dużo. Z dwoma skrzydełka są lżejsze i bardziej mi się podobają.

Przymierzając skrzydełka doszłam do wniosku, że do szczęścia jest mi absolutnie niezbędne oczko kamienia księżycowego nad larimarem. Agnieszka zlutowała cudownie elegancki filigran i w dodatku oprawiła „na gotowo” perłę. A ja chcę dolutować do niego oprawę dla kamienia. W tym celu muszę najpierw rozmontować naszyjnik na elementy podstawowe. Po chwili patrzę na ruinę na moim biurku. Moje dziecko zagląda mi przez ramię i mówi „No nieźle, i jak ty to poskładasz?”

I bez tego nie czuję się pewnie, a najgorsze jeszcze przede mną…

Muszę delikatnie wydobyć z oprawy perłę (żeby nie zniszczyć jej podczas lutowania) i dolutować koszyczek na kamień, nie psując misternej konstrukcji Agnieszki. Z wyraźnym wsparciem Sił Wyższych udaje mi się, bez problemów, choć po odłożeniu palnika ze stresu trzęsą mi się ręce. Teraz wystarczy złożyć układankę w całość i gotowe.

Pora na sesję zdjęciową i Wędraś, który w międzyczasie oficjalnie zyskał nazwę „Atlas Chmur” może wyruszyć dalej.
OLYMPUS DIGITAL CAMERATrochę mi szkoda że muszę się z nim rozstać, ale przecież czekają na niego następne niecierpliwe ręce, gorąco bijące serca i głowy pełne pomysłów. Mnie zostaje wspomnienie wspaniałej przygody i zdjęcie do rodzinnego albumu.

Może w przyszłym roku uda mi się wziąć udział w nowej, wędrasiowej przygodzie 🙂
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Anna Zalewska Klejnotki

AKTUALNA LOKALIZACJA WĘDRASIA „ATLAS CHMUR”

H_u_Ani_Z

Share

8 Komentarzy do Przygód Wędrasia ciąg dalszy

  1. Sunflower pisze:

    Bajeczny naszyjnik:) trudno sobie wyobrazić co jeszcze można do niego dołożyć:)

  2. chola pisze:

    A ta modeleczka to taka mała Marisella?:D

  3. kry ma. art pisze:

    Dobrze, że Ania dodała skrzydełka dla równowagi. Do tej pory dwa elementy przeważały nad larimarem.

  4. Blue Butterfly pisze:

    Cudny! Naprawdę podoba mi się coraz bardziej 😉

  5. Naila pisze:

    Zamarłam jak zobaczyłam rozrzucone elementy na stole, rozmontowane wszystko… Do odważnych świat należy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *