Trochę tu, trochę tam… Ostatni przystanek ślubnego Wędrasia

Po długiej podróży przez calutki kraj, Wędraś wrócił do domu, w moje ręce, aby tym razem i w mojej pracowni coś dobrego mu się przydarzyło. I wiecie, zdałam sobie sprawę, że to pierwszy raz, kiedy ja coś robię przy wędrasiu! Niby każdy wyrusza w świat z mojej małej, dechami zabitej wioseczki, ale tak naprawdę udziału w jego rozbudowie nie biorę – wysyłam serduszko, kamień i tyle 🙂

Teraz, kiedy niemal gotowe cudo dotarło i do mnie, zrozumiałam dokładnie, co miały na myśli dziewczyny piszące o konsternacji na widok naszyjnika. Że się na niego patrzy i nie ma pojęcia co dalej, że pomysłu brak, że przecież niczego mu nie trzeba…

I mam też wrażenie, że wiele go nie zmieniłam, a wizyta u mnie była tylko formalnością… Ruszyłam jedynie parę drobiazgów, trochę tu, trochę tam, z nadzieją, że dziewczyny nie będą miały mi za złe, że miącham w ich robocie 😉

Najpierw w oczy rzucił mi się środek, bo ten środek, gdy pokazywałam Wędrasia postronnym, był mocno dyskutowany. Jedni uważali, że trzeba tam zrobić gronko, inni, że taki jest bardzo dobry, nie tykać, jeszcze inni, żeby wszystko spod spodu usunąć, bo gładko będzie najładniej. Siedziałam i myślałam: ruszać, nie ruszać, ruszać, nie ruszać… Rzucałam monetą, zliczałam głosy, wróżyłam z fusów, aż w końcu stwierdziłam, że raz kozie śmieć, niech będzie gronko. Jak będzie brzydko, zawsze mogę wrócić do pierwotnej formy 🙂

Postanowiłam, że przyszłe gronko będzie się kończyć kropelką kryształu górskiego, którą zamontowała pod kamieniem księżycowym Małgosia, a podłużna perełka, którą muszę usunąć, idealnie sprawdzi się nad elementem Marceli, który ma wykończyć regulację łańcuszka przy zapięciu.

satin_praca_1Prawdę mówiąc, widziałam ją tam już od dawna 🙂

satin_praca_2Prawda, że gra? 🙂

Pasowało mi jeszcze nad tą perełką coś lekkiego, drobniejszego, kryształowego. W pierwszym odruchu chciałam tam mieścić jakąś drobną wyplatankę z kryształków Swarovskiego w odcieniu Moonlight, jak kamień księżycowy, żeby nawiązywała do fragmentów wykonanych przez moją guru plecionkową, Kasię.

satin_praca_3

Ale kiedy zaczęłam, widziałam wyraźnie, że te kanciaste Swary jednak zupełnie nie pasują. Zmieniłam plan, zamontowałam po prostu oponkę Swarovskiego w tym samym kolorze. I – o!, ładnie, może być, ujdzie 🙂

satin_praca_4

Ponieważ ten piękny detal Marceli miał być wykończeniem zapięcia, przesunęłam wzrokiem ku górze naszyjnika. Jego końcami były piękne, filigranowe serduszeńka Oli, poprzedzone kuleczkami opalitu. Naszyjnik sam w sobie był już dość długi, a miało jeszcze dojść zapięcie, postanowiłam więc troszkę skrócić konstrukcję Oli (obysięniegniewałaobysięniegniewałaobysięniegniewała), usunąć spomiędzy kamieni łańcuszek i dłuższe, owijane loopiki zamienić na krótsze, zwykłe. Dzięki temu udało się urwać po 2 cm z każdej strony 😉

satin_praca_5

Trochę to potem nadrobiłam, bo bardzo widziało mi się dodać coś między arabeskami Gosi, a opalitami, aby przejście nie było takie nagłe.W końcu nawet słoń po coś ma trąbę, co nie? 😉

Przy okazji: wspominałam, że nawet serduszka Gosi musiałam przekręcić? No musiałam, musiałam… Jakoś brzuszkami na zewnątrz pasowały mi bardziej i nie mogłam się skupić na niczym innym, póki ich w ten sposób nie ustawiłam, zamieniając miejscami 😀

Zrobiwszy to, podumałam nad łączeniem serduniek i kamieni, aż postawiłam na króciutkie młotkowane ogniwka. Nic doniosłego, ot takie paćnięcie 🙂 Dołożyło prawie tyle, ile ujęłam przeróbką elementów Oli, ale moim zdaniem wyglądało przyzwoicie 🙂

satin_praca_6

Podczepiłam jeszcze do opalitów serduszka Oli i wróciłam do tematu zapięcia 🙂

Zamontowałam element z kawałka od Marceli, kawałka od Gosi i mojej oponki do łańcuszka z okrągłymi, młotkowanymi ogniwami, ale okazało się, że są za małe, aby zapinało się na nich ładniejsze moim zdaniem zapięcie typu „S”. Z kolei łańcuszek z większymi, kwadratowymi ogniwami wydawał mi się za ciężki i znalazłam się w kropce… Zamontować zwykły złocony karabińczyk i lżejszy łańcuszek, czy „S” i ten cięższy?

satin_praca_8

Po długiej naradzie z Gochą Sową (bo z Gosią przez telefon nie da się krótko! :)), która akurat tyrknęła jadąc po roztoczańskich bezdrożach, postawiłam na to drugie rozwiązanie.

No dobra, to co tam jeszcze? – myślę sobie – A! Gronko!

No właśnie, gronko.

Powstało z białych perełek Swarovskiegokryształków w odcieniu Moonlight, tu i ówdzie z użyciem srebra białego, a gdzie indziej – złoconego, aby nawiązać do złoceń, które Wędrasiowi zaaplikowała Patrycja.

satin_praca_7a

Dorzuciłam jeszcze parę dodatkowych kryształków wyżej, po obu stronach elementów Kasi, aby gronkowości dodać wyżej, i uff, gotowe! Wędraś wyglądał bajecznie, taki lekki i ażurowy, zwłaszcza gdy się go oglądało pod światło 🙂

satin_praca_9

Po skończonej pracy miałam wrażenie, że nic doniosłego do tego projektu nie wniosłam, ot, tu paćnęłam, tam paćnęłam, i w sumie przed wizytą u mnie wyglądał niemal tak samo. Hej, ale przynajmniej się zapina, czyż nie? 😀

satin_i_ja_2

Teraz czeka go już tylko sesja fotograficzna u niezrównaniej Agnieszki Rzymek i będzie można oddać go pod młotek 😉 Co zresztą uczynię z wielką przyjemnością 🙂

satin_1Edyta Woźniak – Marisella.

Share

7 Komentarzy do Trochę tu, trochę tam… Ostatni przystanek ślubnego Wędrasia

  1. iza napisał(a):

    ja tam bym go nie oddała 😛 niesamowity jest 🙂

  2. Gosia Sowa napisał(a):

    Pięknie wyszedł 🙂

  3. Rodo7 napisał(a):

    Cudowna Trójka Wędrowniczków 🙂 Kazdy niezwykły i każdy tak inny 🙂 Mam nadzieję, że trafia w równie wyjątkowe ręce jak one same 🙂

  4. Silverka napisał(a):

    Doskonały 😀

  5. Ula Jurkiewicz napisał(a):

    Cuuuudowny!!!

  6. Dorota Foltan napisał(a):

    Przepiękny, zjawiskowy naszyjnik !!! <3 <3

  7. Ola napisał(a):

    nie gniewa się nie gniewa się nie gniewa się 🙂 cudo buziaki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *