Wędraś Raven

…decyzja zapadła. Naszyjnik „Raven” będzie czarny i mroczny. Z sercem z agatu dendrytowego – okazu, który przywodzi na myśl zamarznięte jezioro z liśćmi uwięzionymi pod taflą lodu, w oprawie godnej opowieści grozy.

♥ Przystanek I – Monika Petrynka ♥

„Z taką właśnie wizją zasiadam do stołu złotniczego i obracając w palcach agat, przyglądam się tej mgle w jego wnętrzu. Topię srebro, walcuję na drut, na blachę …i myślę, myślę. Oprawa będzie wysoka. I przysiądzie na niej ptak. Albo ptasi szkielet. I te gałęzie bezlistne. Może serce między żebrami, a może łańcuchy… godzinami konstruuję kolejne elementy tej srebrzystej układanki, lutuję cierpliwie, poleruję bez końca i zastanawiam się czy efekt jest wystarczająco posępny …Ale, ale! …czy na pewno ma być tak na poważnie i strasznie? Niech ptasiek puszcza oko ;-). Widzicie ten uśmiech?”

Już na tym etapie, spotkały Wędrasia przygody rozmaite …o czym dowiemy się od Ani, kolejnej artystki.

♥ Przystanek II – Ania Mroczek ♥

„Zimny i deszczowy dzień lipca. Dzwoni Bożenka i łamiącym się głosem oświadcza, że kurier przepadł, a wraz z nim moja przesyłka od Moniki. Ja przecież zaraz wyjeżdżam na urlop, a przesyłka wróci. Czas goni jak cholera, kolejne dziewczyny czekają, każda w określonym terminie ma przecież dorobić element do Wędrasia.

Co tu robić? Szybka decyzja, Bożenka dzwoni i prosi by przesyłkę zostawiono w oddziale. Wsiadamy w auto i prujemy. Poszukiwania przesyłki trwają dobre pół godziny, w tym czasie przez biuro przelatuje stado niezadowolonych Klientów.. w duchu współczujemy stale przepraszającej pani, która nie ma nic wspólnego z tym, że kurierzy nie dostarczają paczek.

I w końcu w nasze ręce wpada niepozorny pakunek, tak szczelnie owinięty taśmą klejącą, że nawet potencjalny złodziej miałby ostry problem z rozpakowaniem. A w środku? Cuda i cudeńka <3 Selfiki z dziełem Moniki poszły na grupę, która kibicowała nam przez cały ten czas. I wielkie „uff”, że jednak przesyłka się znalazła. Na pracę miałam, o ile pamiętam, około 2 dni, więc było to dla mnie spore wyzwanie, każdy większy błąd mógł spowodować opóźnienie a prac w swoim życiu spaliłam więcej niż ubrań (nie to, żebym lubiła zabawę ogniem, ale wiecie jak to bywa… 🙂

Na start projekt kruczego pazura – chociaż na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy projektowałam biżuterię przed jej wykonaniem, tak tutaj wolałam nie ryzykować konieczności wykonania nowego elementu, gdybym stwierdziła, że nie pasuje (zwyczajnie brakłoby mi na to czasu).

Wymyśliłam. I na tym moje zdolności pierwotnie się kończą, bo nigdy jeszcze nie wykonywałam elementu 3D. Obcęgi, różne obłe przedmioty i udało się zrobić tunel, choć w głębi duszy czułam, że gdybym poszła do szkoły złotniczej to zrobiłabym to jakieś 5 godzin szybciej i znacznie równiej, nie musiałabym wyklepywać – i zgadza się, po telefonie do Moniki z zapytaniem jak ona te swoje 3D cudeńka zaokrągla, sama się z siebie śmiałam.

Łysy trochę pazurek – i to jest ten niebezpieczny moment, w którym Mroczek zatraca czasem samą siebie… zawijasy, kuleczki (Mroczek kocha srebrną drobnicę), carga do małego czarnego onyksu – i już mamy finisz. Wprawdzie surowy – tak wygląda rzeczywista „brudna robota” rękodzielnicza. Nieoszlifowana, całkiem surowa :-).”

♥ Przystanek III –  Agata „Amade Studio” ♥

„Kruki przynoszą jej tajemnicze wieści ze świata, a ona w swych dłoniach trzyma losy nieostrożnych śmiertelników. W najgłębszych czeluściach przeklętego lasu, w domku obrośniętym kolczastym pnączem, czarownica warzy swoje tajemne mikstury. Czarny jak sadza onyks jest niezbędnym składnikiem w jej ostatnim dziele dlatego umieściłam go w jej srebrnej dłoni.”

♥ Przystanek IV –  Ula Jurkiewicz „Jubiko” ♥

„A z mojej pracowni wyfrunął niepostrzeżenie srebrny kruk niosący w szponach swą zdobycz :).”

♥ Przystanek V –  Aga Orłowska ♥

„Jednym z moich ulubionych motywów biżuteryjnych, poza oczywiście zawijaskami z filigranu, są wszelkie elementy drzewopodobne i gałęziopodobne. Mój element naszyjnika to przestrzenny, bezlistny i surowy konar, a między mniejszymi gałązkami znalazłam miejsce na kaboszon onyksu.”

A u kolejnej artystki – zdarzyła się baśniowa historia z maleńkimi, pięknymi dodatkami do naszego kruczego naszyjnika, wykonanymi w technice odlewu.

♥ Przystanek VI –  Gosia Budlewska ♥

            „Jak gruszki na wierzbie i inne ulęgałki pomysły wysypały się na stół czyniąc chaos. Myśli, spostrzeżeń, stylistyk, nasuwając umysłem nieodgadnione pojęcia, rozbieżne z codzienną prozą bytowania. Będąc w złożonej w swojej prostocie konsternacji, rozłożyłam ręce, nie wiedząc co też się wydarzy za chwilę, czekając aż baśń przyjdzie sama.
Zapadła noc. Słowem ulotnym, pierzem gołębim a sadłem borsuczym namaściła święty sen wszystkim stworzeniom leśnym. Nie znające innej wyobraźni, niż ta prosta i nieporadna, szpaki śniły o sadzie dorodnych czereśni a drapieżne sroki kompulsywnie zaciskały szpony. Sen bądź mara, bóg czy wiara, las spał ukołysany wieczornym śpiewem cykad.
Państwo Rudy Wiór pochłonięci byli pochrapywaniem i popiskiwaniem w gnieździe ozdobionym ostrzegawczo przed innymi wiewiórkami, strzępkami łasiczego futerka. Między gałęziami przebiegała bezgłośnie jedna z ich pociech. Poszukujące przygód pacholę przywitało się z pajęczycą Helgą. Plotła ona gobelin do wiewiórczej dziupli, oplatając kończynami zbierane skrzętnie myśli, które przecież tak licznie wypadają z głów zabieganym w dzień zwierzątkom. Nic przecież nie mogło się zmarnować, o nie! Każdy z okruszków musiał zostać zagospodarowany, niezależnie czy były to orzechy, szyszki czy zagubione wylinki. Wiewa (bo tak się nazywała nasza wiewiórka) słyszała opowiadane przez rodziców zasłyszane w runie opowieści o wylince żmijki Zosi. Zdobycie jej zapewniłoby małym stworzonkom spokojny byt, nie zakłócony przez szelest kruczych skrzydeł. Brr… Cienkie futerko Wiewy zaczęło się falować. Stąpając w zawiesistej czerni jej oczy rozbłysły odbitym światłem i zaciekawieniem. Kawałek próchna leżał tuż obok starego czerepu sikorki. Wiewa chwyciła szkielecik w przednie łapki i tym łupem pospieszyła do gniazda.
O nie! To nie może tak wyglądać! –wykrzyknęła w myślach wiewiórka. Dołożyła więc przy trupku niebieskie kwiatki paproci. Niech się schowają w trawie ubogie kuzynki parkowe. Mieszkanie w lesie jest przywilejem, trzeba je odpowiednio przystroić. Wiewa skubnęła jeszcze listek, dorzucając go do kupki precjozów. Teraz mogę spać spokojnie – pomyślała mała, wtulając się w ciepłe ciałka rodziców. Noc zaś powiedziała chłodne dobranoc i ustąpiła miejsca słonecznemu Dniowi.
Ja tam byłam, dziwom się dziwiłam. Nic nie wyniosłam zaś swoje zrobiłam. Baśń nie wyśniona, w biżuterii zrobiona. W cichości lasu, ku chwale złożona.

♥ Przystanek VII –  Ewa Michalska „StudioArt Emi” ♥

„Wszystkie akcje związane z WOŚP są wspaniałe, bo oprócz faktycznej pomocy, niosą bardzo ważne przesłanie… można za tak niewiele dostać tak wiele…tak wiele radości… to powód, dla którego chętnie uczestniczę w różnych „graniach” od samego początku powstania Orkiestry, a w ostatnich latach włączam się w działania biżuteryjne…

Udział w Wędrasiu zatytułowanym Raven był dla mnie pewnym wyzwaniem… po pierwsze, to moje początki w tworzeniu biżuterii srebrnej, początki pracy z palnikiem, a po drugie przywędrował do mnie piękny, bardzo profesjonalnie wykonany „wstęp” do naszyjnika…kruk… ale ponieważ Raven, to praca zbiorowa, różni twórcy, różne techniki, wykonałam element oparty na wire wrappingu, który z natury metody, ma lekkość ażuru, któremu drapieżności miał dodać czarny onyx i agat dendrytowy…”

♥ Przystanek IX –  Ania Izdebska ♥

„Wyzwanie o tyle ciekawe, że nie wiedziałam, jaką ostateczną formę przyjmie naszyjnik, więc skupiłam się na dopasowaniu się do mrocznego, tajemniczego stylu stworzonych już przez poprzedniczki elementów. I tak powstał emaliowany zamek, z którego okienka być może wygląda rycerz i czeka na swojego kruka-zwiadowcę.”

♥ Przystanek VIII – Aleksandra Rykaczewska ♥

„Dziewczyny nadały mocny zarys naszyjnikowi, pełnemu mrocznej i tajemniczej natury. Długo nie wiedziałam co zrobić dalej, wahałam się między wire-wrappingiem, który uwielbiam, a czymś bardziej zdecydowanym i mocnym. Ostatecznie połączyłam obie techniki tworząc element, który przywodzi na myśl szkielet ichtiostwora schwytany w sieci, skrzydło lub …mroczną paprotkę. Czymkolwiek jest – nie zapomnę go szybko, gdyż nieopatrznie upadł mi na wykładzinę, wypalając swój kształt po wsze czasy ;-).”

Po przygotowaniu wszystkich elementów “Raven” zakończył swą podróż, tam gdzie ją zaczął – w Krakowie.

A tam MonikaAgata oprawiły wszystkie kamienie oraz pięknie wykończyły naszyjnik.

 

Fotograf: Janusz Żołnierczyk 
Modelka & M’up: Vaireart 
Organizacja/stylizacje: Agata Ciećko
Fryzury: Kateryna Pasko 
Miejsce: Restauracja Wierzynek

 

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *