Zakończenie z dreszczykiem

„Atlas Chmur” przemierzył setki kilometrów i odwiedził pracownie kilku zdolnych „biżuteryjek”, gdzie piękny larimar stroił się w nowe szaty. Ostatnim przystankiem jego wędrówki był Kraków i moja pracownia, gdzie niezwykły naszyjnik po ostatnich przymiarkach i drobnych poprawkach miał zyskać kreację szytą na miarę 🙂

Na prace wykończeniowe czasu było niewiele. Podniebny naszyjnik zawitał do mnie w niedzielę, a następnego dnia miał wyruszyć do Warszawy, gdzie czekała go niezwykła sesja zdjęciowa. W pracowni pojawiłam się wczesnym rankiem, by mieć pewność, że jeszcze tego samego dnia biżuteria będzie gotowa. Prace rozpoczęłam od delikatnego ozdobienia tyłu naszyjnika, aby maleńkie serduszko autorstwa Edytki Woźniak, nie było tak samotne 😉 Przyznam, że wyobraźnia odrobinę mnie poniosła, ale serduszko z całą pewnością zyskało liczne towarzystwo.

267 kadr

Następnie wykonałam dwa maleńkie serduszka, które miały połączyć oprawę larimara z dekoracyjnymi elementami Ady Socńskiej-Staniewicz i przystąpiłam do lutowania.

Szczerze powiem (tzn. napiszę), że ręce mi się trzęsły, a czoło zlało się potem podczas łączenia wszystkich elementów. Operacja była skomplikowana, ponieważ równocześnie musiałam zlutować pięć elementów, a jakby tego było mało, dwa z nich (elementy Ady) wykonane były w technice Art Clay, z którą do tej pory nie miałam wiele wspólnego. Po kilku minutach ogromnego stresu wstałam od stołu i radośnie krzyknęłam: Jest! Udało się!!!

265 kadr

Z uśmiechem na ustach przystąpiłam więc do prac wykończeniowych. Osadziłam kamień, serce podniebnego naszyjnika, przyciemniłam wszystkie elementy biżuterii i rozpoczęłam polerowanie.

Niestety, moja radość nie trwała długo… Podczas polerowania okazało się, że jeden z detali nie został jednak zlutowany!!! W jednej chwili zbladłam, a moje oczy zrobiły się mokre od łez.

I co teraz? – pomyślałam

Przecież ja już osadziłam kamień na stałe i o ponownym lutowaniu nie ma mowy!

Dodam tylko, że było już dość późno, a ja miałam BARDZO poważny problem…

W akcie desperacji wykonałam szybki, ratunkowy telefon do przyjaciela 🙂 i po konsultacjach z Marisellą i Agatką Myczką postanowiłam zmienić wizję naszyjnika. Odpiłowałam dwa elementy Ady i zmieniłam ich przeznaczenie. Pierwszy przerobiłam na zapięcie, a drugi stał się wykończeniem naszyjnika i ozdobił regulowany łańcuszek.

m_2

To była totalna improwizacja, ale myślę, że z opresji wyszłam obronną ręką 🙂

Około północy naszyjnik był gotowy i wcześnie rano wyruszył z Krakowa do Warszawy.

m_3

Tak skończyła się moja pełna wrażeń przygoda z pięknym, wędrującym naszyjnikiem 🙂

Marcela Krukowiecka

AKTUALNA LOKALIZACJA WĘDRASIA „ATLAS CHMUR”

M_u_Marceli

Share

11 Komentarzy do Zakończenie z dreszczykiem

  1. marisella napisał(a):

    To ja jeszcze dodam, że Marcela faktycznie zawsze dostaje zadania z kategorii specjalnej 🙂

    A i przekazanie naszyjnika w drogę do Warszawy nie obyło się bez dreszczyka, bo ja, jadąc jak zwykle z mojej głębokiej wioski, niemal spóźniłam się na autobus z Krakowa, i przemoczona oraz przemarznięta dzwoniłam nieustannie z aktualizacją mojej pozycji na mapie oraz coraz bardziej rozpaczliwą prośbą: „Marcelaaaa! Trzymaaaaajcie autoooobuuusss!” 🙂

  2. iza napisał(a):

    ja myślę, ze ta zmiana wyszła tylko na dobre!!! Przepiękny, fantastyczny!!!

  3. Anna Mazoń napisał(a):

    CUDO!!!!

  4. DotArt napisał(a):

    Współczuję stresu, ale się opłacił! JEST PRZECUDNIE!!! 😀

  5. Ula Jurkiewicz napisał(a):

    Udział w tej akcji to sama przyjemność :)Wyszło ciekawie 🙂

  6. weraph napisał(a):

    Nie zazdroszczę stresu, ale efekt jest zwala z nóg!

  7. Blue Butterfly napisał(a):

    CUDNY!
    Gratuluję wyjścia z opresji 🙂
    Wyszło naprawdę świetnie i pomysłowo.

  8. Katarzyna Musz napisał(a):

    cudny!

  9. dagala napisał(a):

    aż mnie serduszko zabolało, zestresowałam sie czytając…. ale efekt końcowy super. szacun za dolności….

  10. LovelyM Marcela Krukowiecka napisał(a):

    Dziękuję Wam bardzo za wszystkie miłe słowa 😉 Zakończenie faktycznie przyprawiło mnie o gęsią skórkę, ale jakoś udało się wybrnąć z tarapatów 🙂 …Choć następnego dnia rano Edytka zafundowała mi kolejny raz podniesienie poziomu adrenaliny (niemal spóźniając się na autobus do Warszawy) 😀 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *