Rozterki nad turkusem

Pewnego listopadowego wieczoru odebrałam z poczty niepozornie wyglądającą paczuszkę. Czekałam na turkusowego Wędrasia, który miał przyjść od Karoliny, więc spodziewałam się co znajdę w środku. Rozemocjonowana otworzyłam drżącymi rękami kopertę i po przebrnięciu przez zwoje folii bąbelkowej i wieko pudełka ukazał mi się On, piękny, hipnotyzujący kamień, ubrany w misterne zwoje srebrnego drutu. Ależ on robi wrażenie na żywo! I ja mam coś tutaj jeszcze dołączyć? Jak? Gdzie? Z kamieniem czy bez? Napadły mnie wątpliwości czy będę umiała wykonać element pasujący do istniejących już części, który stworzy z resztą kompozycji kompletną całość. Miałam totalną pustkę w głowie…

Przejrzałam moje zapasy turkusów, bo z początku sądziłam, że fajnie by wyglądały elementy z dodatkiem minerałów, a także liczyłam, że widok kamieni natchnie mnie i pomoże w stworzeniu ciekawych elementów. Niestety zakupione turkusy miały nieco inne odcienie niż główny kamień i jednak nie pasowały mi kolorystycznie. Trudno, będzie samo srebro, ale jak to ma wyglądać? Litori na początku drogi turkusu, ubrała go w solidne, drapieżne ubranko. Chciałam w jakiś sposób kontynuować tą myśl i nawiązać do elementów Wioli, tym bardziej, iż miałam świadomość, że po mnie Wędrasia będą w swoich pracowniach gościć twórczynie, które mają delikatniejszy, romantyczny styl. Zdecydowałam więc, że będzie drapieżnie, z grubej blachy i drutu. Tylko jak tu się wpasować, jaki kształt, no i gdzie doczepić te moje komponenty? Zaczęłam rysować, raz tak, raz inaczej, zaokrąglone z jednej strony, ostre z drugiej, nic mi do końca nie pasowało. Jakaś mglista idea zaczęła się pojawiać w moim umyśle, ale nie chciała się skrystalizować i wypłynąć na wierzch tych ułomnych pomysłów, przelewanych na papier. Ponieważ zrobiło się już dość późno, postanowiłam się przespać z tymi myślami licząc, że sen przyniesie jakieś rozwiązanie. Z kołaczącymi się w głowie różnymi obrazami padłam na poduszki.

Miałam rację 🙂 następnego dnia pomysł już pojawił się wyraźniej i w ciągu dnia w pracy myślami go udoskonalałam, a po powrocie wieczorem zabrałam się do intensywnego działania.

Najpierw ustaliłam i naszkicowałam dokładny kształt moich elementów. Powinny nawiązywać formą do elementu Litori, a także być pewnego rodzaju ramką dla pięknych księżyców drugiej Karoliny.

IMG_0001

Następnie musiałam znaleźć najgrubszy drut w moich zasobach, aby zlutować bazy moich komponentów. Ale wszystkie druciki okazały się zbyt cienkie i nie pasujące do mojego pomysłu na masywne i drapieżne części! W takim razie baza będzie z blachy. Żądane kształty wycięłam z grubej, srebrnej blachy próby 930.

IMG_0003

Docięłam je dokładnie moimi „profesjonalnymi” nożycami 😉 i piłką włosową, a następnie dolutowałam ogniwka w miejscach, gdzie zamierzałam przyczepić elementy do kompozycji, a także pozostawić możliwość przyczepienia kolejnych części następnym tworzącym. Maleńką rureczkę ukryłam od spodu, nie wiedząc czy ktoś po mnie będzie chciał z niej skorzystać, by przyczepić swój element, więc wolałam ją schować, gdyby nie była jednak potrzebna w dalszych pracach.

IMG_0009

Ponieważ ponownie zrobiło się bardzo późno i skończyłam już głośną część mojej pracy, przeniosłam się do innego pomieszczenia, by umożliwić pozostałym domownikom spokojny sen 😉 oraz rozpocząć cichą już i nieco mozolną część mojej pracy – misterne wywijanie i owijanie drucików.

IMG_0013'

IMG_0012

Wywijałam drutami, kształtowałam, poprawiałam, owijałam cieńszym drucikiem, zwój przy zwoju, a  za oknem robiło się coraz jaśniej 😉  Zegarek zaczął pokazywać godziny świadczące o początku nowego dnia i coraz bardziej zaawansowanego poranka. Pośpiech mi nie służy, oczywiście kształty nie chciały się układać tak jak sobie wyobrażałam, przesuwały się i robiły na złość. Czas gonił, musiałam to skończyć i przekazać Wędrasia dalej Kornelii. Szybciej, szybciej (ale precyzyjnie, żadnych fuszerek!), małe spóźnienie do pracy zostanie mi chyba wybaczone (turkus ważniejszy!), jeszcze tylko kuleczka tu, kuleczka tam, ufff… chyba koniec. Spakować Wędrasia i w drogę!

Tak się spieszyłam i tak pochłonęło mnie to owijanie, że zapomniałam kompletnie o zdjęciach z ukończonymi elementami! Ostatni moment złapany na fotografii, to owijanie wypełnienia blaszanych baz moich części do naszyjnika.

IMG_0016

Tego samego dnia przekazałam turkus Kornelii – Sunflower, która pokaże Wam jak prezentuje się naszyjnik po naszych przeróbkach 😉

Agata Myczka – ARTYmyczki

AKTUALNA LOKALIZACJA WĘDRASIA „TIAMAT”

H_u_Agatki

Share

2 Komentarzy do Rozterki nad turkusem

  1. dagala pisze:

    Intrygujące… jak film kiedy chce się poznać zakończenie i tzreba czekać na kolejny odcinek… Napięcie rośnie tak samo jak naszyjnik w piękno

  2. andzia pisze:

    chętnie zobaczyłabym na żywo:) jak się układa i wygląda.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *